facebook

Duchy z Nad Białej Przemszy

Te legendy czyta się z wypiekami na twarzy! O czarcie, który rozsypał worek piasku w miejscu dzisiejszej Pustyni Błędowskiej, o rycerzach śpiących snem zaklętych, którzy budzą się raz w roku (przeczytaj kiedy! ) czy o bogatym zamku ukrytym pod obecnymi ruinami.

W miejscu, gdzie Biała Przemsza zaczyna swój bieg można usłyszeć wiele legend, baśni, opowieści. Przekazywano je z pokolenia na pokolenie.

 

Czarcia wyprawa po pustynny piasek

Pustynia w środku Europy to zjawisko tak zaskakujące, że aż prosi się o legendę, zdradzającą jej powstanie! Wedle jednej z opowieści morze piasków w okolicach Klucz wysypało się z wielkiego czarciego worka. Jeden z diabłów przywiózł go znad Bałtyku, by zasypać przeszkadzające w piekle hałasujące kopalnie. Tę legendę przytaczamy za stroną: www.polskasahara.pl

 

„Nie wiadomo dokładnie, gdzie znajduje się piekło, ale zapewne jakieś diabelskie siedlisko znajdowało się w okolicach Olkusza. Było to przed wiekami, wówczas, gdy w tych stronach powstawały pierwsze kopalnie ołowiu i srebra. Właśnie te kopalnie stały się powodem wielkiej czarciej narady, która gdzieś tam głęboko pod ziemią się odbyła.

- To zuchwałość ze strony ludzi, że ośmielają się nas niepokoić - wykrzykiwał najznaczniejszy z diabłów, szarpiąc nerwowo kozią bródkę.

- Nawet zdrzemnąć się po obiedzie nie można, bo ciągle jakieś hałasy, jakieś stuki-puki, turkoty... Ciągle kopią, czegoś szukają, jak im w tym nie przeszkodzimy, to do samego piekła dotrą!

- Nie daj, Boże! - wyrwało się najmłodszemu z czartów, ale na szczęście to pobożne życzenie zginęło w ogólnym rozgardiaszu i nikt nie zwrócił na nie uwagi. Inaczej nie uszłoby mu to na sucho, a raczej na zimno.

- Trzeba ich stamtąd przepędzić i pouczyć, że co ziemskie to ziemskie, a co piekielne to piekielne - rzekł odkrywczo diabeł, mający minę mędrca i mocno wyliniały ogon.

- Ale jak to zrobić? - zastanawiali się zafrasowani czarci.

- Mam pomysł - odezwał się wreszcie najsprytniejszy z diabłów.

- Trzeba po prostu zasypać dziury, które ci zuchwalcy wykopali, zniszczyć ich pracę i będziemy mieli wieczny spokój.

- Zasypać! - wzruszyły ramionami diabły. - Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Diabeł może wiele, ale nie wszystko. Który z nas się tego podejmie?

- Ja!- rzekł jeden z młodszych podwładnych Belzebuba. Stare, doświadczone diabły spojrzały na niego z politowaniem.

- My łamiemy sobie nad tym rogi - zdawały się mówić ich spojrzenia - a ty wiesz, jak to uczynić?

- Ja to zrobię!- powtórzył młodszy diabeł z uporem i wyjaśnił, jak zamierza tego dokonać.

- Daleko stąd - mówił - nad morzem nieprzebrane piaski leżą. Wystarczy tam polecieć z ogromnym workiem, piaskiem go napełnić i tym piaskiem dziury zasypać. Stare, doświadczone czarty nie kryły uznania.

- A więc leć, kamracie, nad to morze - rzekły - a worek weź olbrzymi, byś za jednym razem parę dziur zasypał.

- Już się robi! - zapalił się diabeł, w worek piekielnie wielki się zaopatrzył i nad morze wyruszył.

Zjawił się na nadmorskiej plaży o północy, gdy tylko plusk fal ciszę zakłócał, a księżyc nieśmiało ciemności rozjaśniał i począł worek sypkim piaskiem napełniać. Gdy już był pełen, zarzucił go sobie na plecy i odbiwszy się czartowską mocą od ziemi, z powrotem do Olkusza poszybował. Nie dotarł jednak do celu. Może na skutek nieostrożności, a może z powodu zadziałania innych mocy, diabeł o wieżę kościoła pod Olkuszem zahaczył i piasek niesiony w worku wysypał się na okoliczne pola.

I tak właśnie powstała Pustynia Błędowska do dziś świadcząca o diabelskiej wyprawie nad Bałtyk. Z kopalni olkuskich zaś przez długie jeszcze lata wydobywano ołów i srebro, czemu wcale nie przeszkadzało wściekle zgrzytanie czartowskich zębów.

 

Skamieniali rycerze budzą się raz w roku

Przypomnijcie sobie tę legendę zwiedzając odbudowywany zamek w Rabsztynie. Podobno pod jego ruinami znajduje się drugi zamek, znacznie piękniejszy..  Gminna wieść niesie, że pod ruinami zamku w Rabsztynie, głęboko pod ziemią, jest drugi, piękny zamek. W jednej z głównych komnat znajduje się dwoje skamieniałych dzieci: chłopiec i dziewczynka. Chłopczyk ma na palcu pierścień wysadzany brylantami, a dziewczynka zawieszony na szyi sznur pereł. W sąsiednich salach snem zaklętych śpią szeregi żelaznych rycerzy. Raz w roku budzą się z tego snu. Ma to miejsce w Niedzielę Palmową, gdy procesja wychodzi z najbliższego kościoła. Wówczas pierścień na palcu chłopca nieco się obraca. Otwierają się drzwi sal zamkowych, zaklęci rycerze budzą się, odzyskują mowę i zasiadają do stołów uginających się od najwspanialszych potraw. Uczta trwa do północy. Po Niedzieli Palmowej znowu wszystko kamienieje. Tak powtarza się co roku, dopóki pierścień skamieniałego chłopca nie zsunie mu się z palca. Gdy to nastąpi rycerze zostaną uwolnieni z zaklęcia. Przebudzeni staną pod wodzą chłopca do boju z wrogami Polski. Pomogą im również przebudzone inne zaklęte wojska. Po zwycięstwie dziewczynka z perłami ofiaruje każdemu rycerzowi jedna perłę na pamiątkę wybawienia Ojczyzny (źródło: http://www.rabsztyn.ilkus.pl).

 

Krzyki złego Pana, któremu wyrosły jelenie rogi!

W północno-zachodniej części wsi Krzykawka (gmina Bolesław), w miejscu zwanym według miejscowych mieszkańców Zamczyskami, znajdują się pozostałości gródka rycerskiego z XIII/XIV w. Jak mówi legenda, przed wielu laty panował tu bardzo zły pan, który wraz ze swoją służbą dawał się okrutnie we znali mieszkańcom okolicy. Co i raz wychodziły z grodu na wszystkie strony zbrojne wyprawy, łupiące okolicznych wieśniaków. Zabierali im pieniądze, odzież, żywność - nie szczędząc nikogo. Wiele łez popłynęło po okolicy, kiedy ubogim wieśniakom ostatnią koszulę i ostatnią garść zboża z komory zabierano. Wzbogacony niegodnie pan grodu wraz ze swoją drużyną z ochotą ucztował niemal codziennie przejadając i marnotrawiąc wiele ze swej zdobyczy. Stoły uginały się wprost od najwymyślniejszych frykasów, co i raz ledwie napoczęty kawałek szynki czy udźca z dziczyzny rzucano psom. Nawet konie zbójeckiej drużyny siana i owsa nie ruszały, racząc się wyłącznie jęczmieniem i pszenicą. Muzykę i gromkie śpiewy słychać było z daleka. Ograbieni rolnicy, bartnicy, pasterze i myśliwi, zamieszkujący okolicę mogli jedynie w bezsilnej złości spoglądać na jasno oświetlone okna wieży wznoszącej się pośrodku grodu, w której najchętniej drużyna ucztowała. Pewnego razu drużyna wracając z wyprawy po łupy, obładowana zagrabionym dobrem tak, iż konie ledwie dawały radę iść po piaszczystych i kamienistych drogach, napotkała ubogiego pielgrzyma, którego jedynym majątkiem była kromka suchego chleba i manierka z wodą. Nie ulitowali się nad nim i nie zważając na prośby i błagania, ograbili go ze wszystkiego. Cóż było począć? Droga była daleka przed pielgrzymem, ludzie wokół jako i on ubodzy, poszedł pielgrzym za łupieżcami do samego grodu o zmiłowanie i gościnę prosić. Nim tam dotarł, uczta trwała w najlepsze. Znów wino i piwo lały się strumieniami, niejedna pieczona gęś czy kaczka obciążała stół, pieczyste z dzików i jeleni raz po raz wnoszono. Przed pielgrzymem nawet bramy nie otwarto. Kiedy wołać począł słabym głosem prosząc o łaskę, ledwie go posłyszano. Wszyscy z okien wieży głowy wychylili, naigrywając się z nędzy i poniżenia biednego wędrowca. Śmiali się głośno, a najgłośniej sam zły pan. Kazał nawet bramę otworzyć i pielgrzyma na podwórze wpuścić, aby tym bardziej mu dokuczyć, do stołu bowiem zapraszać go nie miał zamiaru ani niczym, nawet resztkami z pańskiego stołu, uczęstować. Pobożny pątnik stał więc smutny wśród drwin i okrzyków.             Wtem pośród drwiących nawoływań i śmiechów krzyk jeden straszny się  rozległ. Wszyscy zamilkli i jeszcze mocniej się z okien wieży wychylili, by sprawdzić, co się stało. To krzyczał jeden z rycerzy z pańskiej drużyny, któremu nagle na czole ogromne jelenie rogi wyrosły. Nagle i reszta drużyny poczuła ciężar obciążający ich głowy i ze zdziwieniem spoglądali jeden na drugiego podziwiając wielkie poroża jelenie, które uniemożliwiały im cofnięcie się od okien. Także i sam zły pan wisiał z głową utkwioną w otworze okiennym, a jego głowę zdobiły dwie płaskie łopaty poroża łosia. Pielgrzym widząc, że pan i drużyna z okien wydostać się nie mogą, wszedł tymczasem do środka, zasiadł za stołem i zaczął smacznie zajadać najwymyślniejsze potrawy i spijać najdroższe wina. Daleko po okolicy niósł się straszny krzyk ukaranych dworzan, aż z bliższych i dalszych wsi zaczęli się schodzić mieszkańcy tak srodze przez pana i jego podwładnych doświadczeni. Podchodzili coraz bliżej i bliżej, wreszcie weszli na dziedziniec i do samej wieży, ujrzawszy pielgrzyma jako i on zasiedli za stołami i smacznie zajadali i spijali dawno nie widziane smakołyki. Zebrali potem co się dało z zagrabionego sobie majątku i odeszli, nie zwracając uwagi na uwięzionych w oknach dworzan. Długo jeszcze po okolicy niosło się echo krzyków i błagań złego pana i jego drużyny, stąd wsie, gdzie owe krzyki było słychać noszą po dziś dzień nazwy takie jak Krzykawa i Krzykawka. A powiadają, że i łosie, które z rzadka bo z rzadka przechodzą doliną Białej Przemszy do bagien błędowskich, zaglądają tu zwabione wyciem złego pana.

 

Pielgrzym zamarznięty wśród skał

„Moc zamarzniętych słów” opowiada historię pobożnego pielgrzyma, który szedł z Krakowa do Częstochowy i zaszedł między takie skały, że z nich wyjścia nie było. Gdziekolwiek nie skierował się, w którąkolwiek stronę nie podążył, wszędzie wśród bukowych pni natrafiał na wapienne, białe i strome ściany skalne. Tworzyły one ogromny labirynt, gęsto porośnięty paprociami. Przesiedział tam lato i jesień, nadeszła zima, a tak sroga, że ptactwo mrozem ścięte upadało martwe z powietrza. Przeziębnięty pielgrzym czekał pewnej śmierci, gdy ujrzał gronostaja, jak szczeliną w ogromnej skale przebiegał. Spojrzał i uradował się – może owo zwierzątko drogę mu wskazuje.  Jest droga! - z tej radości głośno, sam do siebie zawołał, ale słowa jego zamarzły, a on sam z wielkiego mrozu w kamień się obrócił. Nadeszli niewiele później w to samo miejsce inni pielgrzymi, całą grupą, i równie jak pierwszy nie mogli znaleźć wyjścia spośród skał wysokich. Już poczęli rozpaczać, kiedy nagle wiosenne słońce zamarznięte słowa pierwszego pielgrzyma odtajało. Spojrzy drugi pątnik, a tu na ziemi leżą słowa, które lód ze śniegiem dotąd zakrywał. Podszedł bliżej i przeczytał: „Jest droga!”. Poszli więc wszyscy za tym niezwykłym przewodnikiem, znaleźli przejście i już prosto stamtąd do Częstochowy zaszli. Tak to zamarznięte słowa wiele dusz uratowały.

 

Córka karczmarza, która oddała serce zbójowi

Wśród legend nie może oczywiście zabraknąć  opowieści o wielkiej miłości... Jak wieść niesie między Zadrożem a Trzyciążem w kierunku Glanowa znajdują się ubarwione białymi skałami i bujną roślinnością wzgórza zwane Karbanią. Niegdyś, przed kilkoma wiekami, kiedy przebiegał tamtędy królewski szlak, a na karbani stała karczma, w której od czasu do czasu przybywali podróżnicy wędrujący z Krakowa do Częstochowy lub jeszcze dalej na północ. Warto wspomnieć, że często wśród bywalców karczmy zdarzały się poczty królewskie i kupcy. Niejednokrotnie korzystali oni z gościnności karczmarza Jana. Ozdobą karczmy była piękna i sprytna córka karczmarza – Dorota. Niepowtarzalna uroda dziewczyny spowodowała, że o jej rękę starało się niemało szacownych kawalerów. Ona jednak w umiejętny sposób odrzucała zalotników. Jej serce bowiem już od dawnego czasu należało do jednego ze zbójców, których wielu było w okolicznych lasach. Wybranek Doroty zwał się Głowacz. Odwzajemnił uczucia dziewczyny i planował z nią przyszłość. Myślał też o porzuceniu dotychczasowego zajęcia.  Swój związek długo utrzymywali w tajemnicy, ale w końcu Dorota postanowiła powiedzieć ojcu. Wyrozumiały dotychczas i kochający nade wszystko swoją córkę, karczmarz nie zaakceptował związku, a usłyszawszy od jedynaczki, że jej mężem będzie tylko „ten” a nikt inny, z bólem serca postanowił zamknąć córkę w klasztorze w Imbramowicach. Tymczasem w noc poprzedzającą realizację planów karczmarza Dorota miała niezwykły sen, w czasie którego jej nieżyjąca matka pobłogosławiła ich związek, a na koniec rzekła: „Uciekajcie do Krakowa”. Dziewczyna nie zwlekała, wzięła niezbędne rzeczy, zwołała Głowacza i opuścili Karbanię. Piesza wędrówka zmęczyła ich, więc przystanęli na Krakowskim Kleparzu, gdzie postanowili rozpocząć nowe życie. On zajął się kowalstwem, a ona wzorowym wypełnianiem zadań żony i matki trzech synów. Przekształcony przydomek „Głowacz” stał się nazwiskiem „Głowacki”. Tymczasem zrozpaczony zniknięciem córki karczmarz coraz bardziej opadał z sił. Kiedy umarł karczma popadła w ruinę, a długotrwałą pamiątką po niej była drewniana kapliczka, istniejąca jeszcze pod koniec XIX wieku. Potomkowie Doroty i Głowacza znając z opowieści rodziców piękne naddłubniańskie tereny postanowili się tu osiedlić, dając tym samym początek znanemu w Zadrożu nazwisku „Głowacki”.

 

Nie tylko my mamy swoje legendy...Posłuchajcie tych z innych krajów 

Ocland leży na południowej granicy tzw. Seklerszczyzny (Székelyföld), na południu od miejscowości zaczyna się historyczna ziemia saska. Seklerzy do dziś są przekonani o tym, iż są potomkami króla Hunów – Attyli. Po śmierci władcy jego młodszy syn Csaba miał przewędrować z Pannonii do Siedmiogrodu. Według miejscowej legendy w stojących niedaleko Oclandu ruinach zamku Kustaly znajduje się grób ukochanej żony Attyli o imieniu Rika lub Réka. Więcej...

Skąd się wzięła nazwa miejscowości Cserépfalu? Od słowa Cserep. Dawno, dawno temu, kiedy w miejscu dzisiejszej wsi rosły jeszcze gęste lasy, szedł tędy człowiek, niosąc sobie dwojaczki. W dwojaczkach miał kawałek zjełczałego masła, smalec i słone ciasteczko - pogácsa. Nagle potknął się i przewrócił, dwojaczki pękły, a ich zawartość się rozsypała. Tam, gdzie padły kawałki garnka (cserép), powstało Cserépfalu. Tam, gdzie płynął smalec (zsír), zbudowano Zsérc. Pogácsa potoczyło się w kierunku Bogácsa, a zepsute masło (rossz vaj) tam, gdzie leży Noszvaj. Od tego czasu cztery sąsiadujące miejscowości noszą te nazwy. Więcej...

Czym jest Regio4trip ?

Regio4trip.eu to portal, który pozwoli Ci odkryć urokliwe zakątki północnej Małopolski i czerpac z nich niepowtarzalną energię, a przy tym odpocz...

Click to read more
Kontakt
e-mail:lgd@nadbialaprzemsza.org.pl
tel. +48 32 724 25 23
Click to see more
Zarejestruj się jako partner

Zapraszamy wszystkie podmioty sektora turystycznego, w tym także obiekty gastronomiczne i noclegowe do wspólnej promocji walorów turystycznych ob...

Register as a partner
Have a nice day :)
Regio4Trip team